niedziela, 20 maja 2018

Rozdział trzydziesty trzeci.

Odkąd wszystko w miarę wróciło do normy minęły już ponad dwa miesiące. W miarę, bo nadal lekko kuśtykam. Dzisiaj jadę na USG, dzięki któremu mam się dowiedzieć jakiej płci jest dziecko. Najpierw jednak z samego rana idę na rehabilitację, a potem do neurologa na kontrolę. O prowadzeniu samochodu nie ma na razie mowy, bo moja noga nie jest jeszcze na tyle sprawna, ale przynajmniej ręka jest już praktycznie w 100% wyleczona. Lekarz twierdzi, że to bardzo szybko, ale od wypadku już trochę czasu minęło. Sezon ligowy się już zaczął, aczkolwiek teraz jest chwilowa przerwa. Nasi panowie grają w Japonii na Pucharze Świata. Postanowiłam, że, dopóki będę mogła, to mecze w Bełchatowie będę uwieczniać. Wiem, że przyjdzie taki moment kiedy, będę musiała zrezygnować, bo dzidzia będzie najważniejsza. Zresztą teraz też jest najważniejsza, ale póki jeszcze nie widać aż tak bardzo brzuszka, i nie chodzę już o kulach to mogę pracować. Bartek ma inne zdanie na ten temat, ale to jest Bartek. On najchętniej zamknąłby mnie w domu, żeby przypadkiem nic mi się nie stało. Zamieszkaliśmy razem, więc ma mnie praktycznie cały czas na oku. Moje mieszkanie na razie stoi puste, ale chyba będę musiała pomyśleć nad jego wynajęciem. Magda gra w Łodzi, a Zibi zrezygnował z gry w Jastrzębiu na rzecz gry w Bełchatowie. Przyszła pani Bartman będzie dziś u mnie nocować z racji, że z samego rana jest ostatni mecz reprezentacji na turnieju. Zaledwie dwóch wygranych setów brakuje im, żeby zdobyć kwalifikację olimpijską. Po kilkunastu minutach podróży taksówką znalazłam się pod drzwiami wejściowymi do gabinetu mojej pani ginekolog, która prowadzi ciążę. Z racji mojego wypadku co trzy tygodnie stawiam się na badaniach kontrolnych. Jest już początek grudnia, więc jest dość chłodno. Owijam się szczelnie płaszczem i szalikiem i idę do środka. Trochę się denerwowałam, bo po tym wypadku mogło coś stać się dzidziusiowi. Lekarze utwierdzają mnie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, ale ja nadal mam lekkie obawy. Po kilku minutach spędzonych w poczekalni, pani doktor zawołała mnie do gabinetu.
- Witam, proszę usiąść.- powiedziała melodyjnym głosem.- Jak się pani czuje?
- Bardzo dobrze. Tylko cały czas się martwię, że ten wypadek miał jakiś wpływ na dziecko.
- Pani Gabrysiu, mamy wszystko pod kontrolą. Gdyby coś się działo nie tak jak powinno, postaram się pomóc na tyle, na ile będę tylko mogła. A teraz zapraszam na fotel. Czas chyba się dowiedzieć co tam mamy, prawda?- uśmiechnęła się serdecznie.
- Oczywiście. Już się nie mogę doczekać, szczerze mówiąc.- powiedziałam i położyłam się na kozetce. Po chwili pani doktor uruchomiła urządzenie do przeprowadzenia badania USG. Wylała zimny żel na mój brzuch, a potem zaczęła jeździć głowicą po jego dolnej części. Wpatrywałam się w ekran monitora z uśmiechem na twarzy.
- Serduszko pracuje prawidłowo. Chce pani posłuchać?- spytała kobieta.
- Tak, bardzo.- odpowiedziałam. To takie cudowne słuchać bicia serca istotki, której się jeszcze nawet nie widziało, a kocha się ponad życie.
- Dobrze, a teraz zobaczymy czy macha do nas chłopiec czy dziewczynka.- pokazała mi na rączkę dziecka. Jeszcze chwilę pojeździła głowicą i kazała skupić wzrok na ekranie.- W tym miejscu widać, że będzie pani mamą ślicznego chłopca.
- Naprawdę? Jest pani pewna? - spytałam. Wtedy przypomniał mi się sen, kiedy byłam jeszcze w szpitalu.
- Na 100%. Gratuluję. Nie cieszy się pani?
- Jestem wniebowzięta.- uśmiechnęłam się i wytarłam brzuch, ręcznikiem podanym przez panią doktor.
- Pani Gabrysiu, tak jak cały czas, proszę na siebie uważać, zdrowo się odżywiać i tak jak do tej pory kontrolować swój stan zdrowia u pani lekarza. No i u mnie. Tu ma pani jeszcze receptę.
- Ale po co? Przecież jest wszystko w porządku.- spytałam troszkę przestraszona.
- Spokojnie. To witaminy i kwas foliowy. W trakcie ciąży to zawsze coś co można stosować.
- Dobrze w takim razie zastosuję się do zaleceń. Dziękuję jeszcze raz i do zobaczenia.- ubrałam płaszcz szalik i czapkę i wyszłam z budynku. O kurczę, będziemy mieć synka! Bartek będzie przeszczęśliwy. Szkoda tylko, że nie ma go tu ze mną. Nie powiem mu na razie nic. Zrobię mu niespodziankę. Umówiłam się z Magdą w pobliskim supermarkecie, że pomoże mi zrobić zakupy i od razu pojedziemy do mnie. Stwierdziłam, że się przejdę mimo, że było dość zimno. Po kilku minutach spaceru znalazłam się w sklepie. Szybko znalazłam Madzię i zrobiłyśmy szybkie zakupy.


- Powiesz mu dzisiaj?- spytała Magda kiedy byłyśmy w trakcie robienia sobie obiadu.
- Nie, chcę mu zrobić niespodziankę jak wróci. Jeszcze do końca nie wymyśliłam jak to zrobię, ale mam jeszcze chwilę, żeby wpaść na jakiś pomysł.
- A tak ogólnie wszystko w porządku?
- Tak. Z moją głową też. Z nogą też lepiej. Zostało mi jeszcze pięć sesji z rehabilitantem.
- No to świetnie. Gabi, nawet nie wiesz jak się cieszę, że wreszcie jest wszystko dobrze. Cudownie się na Was patrzy.- przytuliła mnie.
- Dzięki kochana. Tak sobie czasami myślę, że gdyby nie ten wypadek, to nie byłoby między nami  tak dobrze. Że nie bylibyśmy tak blisko siebie.
- O czym ty mówisz? Oczywiście, że bylibyście. Bartek Cię kocha jak nikogo innego.
- No ja mam nadzieję.- zaśmiałyśmy się. - By tylko spróbował kochać jakąś inną obcą babę tak samo jak mnie.
- Spokojnie. To co? Remont się Wam szykuje?
- No chyba tak. Kurczę, nawet nie wiem od czego zacząć.
- Myślę, że możemy poszukać dzisiaj jakichś inspiracji w internecie.
- Super pomysł. - nagle rozdzwonił się mój telefon. - Przepraszam Cię na chwilę. Dokończysz szpinak? - spytałam. Magda tylko przytaknęła, a ja poszłam odebrać. Dzwonił nie kto inny jak Bartek.
- Cześć kochanie, nie śpisz jeszcze? - spytałam, bo wiedziałam, że w Japonii jest już grubo po 22.
- Właśnie się kładę i chciałem Cię jeszcze usłyszeć. Jak się czujesz? - spytał z troską w głosie.
- Dobrze. Zostało mi jeszcze pięć spotkań z rehabilitantem. Dzidzia też ma się dobrze. - pogłaskałam się po brzuchu.
- To super. Strasznie się za Tobą stęskniłem i już bym z chęcią wracał.
- Też się stęskniłam, ale już niedługo się zobaczymy. Jak nastrój przed jutrzejszym meczem?
- Jestem podekscytowany i cieszę się, że to już ostatni mecz. Jestem już trochę zmęczony.
- Dostaniesz jakieś wolne po powrocie?
- Trzy dni. - wypuścił głośno powietrze.- Także nie za długo.
- Dobrze, że chociaż tyle. Bo wiesz. Chciałabym zrobić może jakieś małe przyjęcie powitalne. W końcu nie ma Cię już od ponad dwóch tygodni.
- Nie głupi pomysł. Postaramy się jutro, żeby był kolejny powód do świętowania.
- Trzymam kciuki i będziemy z Magdą oglądać. Zostanie dzisiaj na noc. Zrobimy sobie babski wieczór.
- Tylko nie szalejcie za bardzo. A właśnie czy to dzisiaj nie miałaś się dowiedzieć kto przyjdzie na świat?- zapytał. A już myślałam, że zapomniał.
- No tak.- co ja mam mu powiedzieć?
- I co?
- Dzidzia odwróciła się tak, że nie było nic widać. Także będziesz mieć szansę być przy tym.- skłamałam, ale to wszystko w dobrej wierze.
- W sumie to dobrze. Ale coś czuję, że to będzie syn. - zaśmiał się. Kurczę intuicję to ma dobrą, pomyślałam.- Będę kończył skarbie. Jutro najważniejszy mecz. Kocham Was najbardziej na świecie i już niedługo się zobaczymy. Uważaj na siebie myszko.
- My Ciebie też kochamy i trzymam mocno kciuki za jutrzejszy mecz. Do zobaczenia niedługo. Buziaki.- rozłączyłam się i udałam się do kuchni, żeby zjeść posiłek i podzielić się z Magdą całkiem niezłym pomysłem przyjęcia.


- Boże Gabi ja tego nie wytrzymam! Już dwie piłki setowe straciliśmy. - Magda chodzi z jednego końca salonu na drugi. Nasza reprezentacja wygrywa z Brazylią już 1:0 i ma teraz szansę wygrać drugiego seta, który na pewno nieco by rozluźnił ich umysły. Jeśli wygrają drugiego seta to pojadą na Olimpiadę w Londynie latem przyszłego roku. To jedno z największych sportowych marzeń Bartka. Wstałam z sofy, mocno zacisnęłam kciuki i tak ułożone dłonie przyłożyłam do ust. Komentator Swędrowski mówi, że to piłka na wagę Igrzysk. Drepczę w miejscu, kiedy widzę, że Zibi idzie na zagrywkę, a Bartek jest przy siatce. Magda staje obok mnie i szpece:
- Dawaj Zibi, asa. -  po chwili widzimy jak Brazylijczycy idealnie przyjmują i atakują, ale nasz blok składający się z Bartka, Cichego Pita i Magneto skacze i zatrzymuje atakującego drużyny przeciwnej. - Gabi! Udało im się, jadą do Londynu!
- Tak, widzę! Zobacz jak się cieszą. - znowu skupiłyśmy się na szklanym ekranie, podziwiając naszych siatkarzy. Komentator zaprosił teraz na krótką przerwę, aby ochłonąć. Zrobili to, oni na prawdę to zrobili. Chwyciłam za telefon i wykonałam dwa telefony. Najpierw do swoich rodziców, a potem do rodziców Bartka. Zaproponowałam im, żeby przyjechali za dwa dni do Bełchatowa na małe przyjęcie. Wszyscy zgodzili się bez wahania. Bardzo mnie to cieszyło, bo to wtedy mam zamiar powiedzieć Bartkowi, że będziemy mieć synka. Zadzwoniłam jeszcze do narzeczonej Cichego Pita czy aby przypadkiem nie chcieliby wpaść. Potwierdziła ich przybycie, tak samo jak Paulina Wlazły i Dagmara Miśka. Ale będzie super. Napisałam jeszcze Bartkowi gratulacje i, że będziemy mieć kilku gości. Obejrzałyśmy do końca mecz, który niestety przegrali. Wdarło się zdecydowanie za duże rozluźnienie. Trudno, to sport i wszystko może się zdarzyć. Ale jadą na Olimpiadę i to się liczy najbardziej, to był główny cel tego turnieju. Magda musiała jechać na trening, ale obiecała, że wieczorem przyjedzie i pomoże mi w przygotowaniu menu. Wymyśliłam jak Bartek dowie się o synku. Mam nadzieję, że się ucieszy tak samo jak ja.



Umówiłam się z Bartkiem, że odbiorę go z lotniska. Jest ze mną Magda, bo oczywiście mi nie wolno prowadzić. Przy okazji zabierzemy też Zibiego i wrócimy do Bełchatowa. Zaparkowałyśmy auto i udałyśmy się do hali przylotów. Było mnóstwo kibiców, więc stanęłyśmy z brzegu, żeby nie mieszać się z tym tłumem. Po kilku minutach zaczęli wychodzić. Godzinę zajęły im wywiady, zdjęcia i autografy. Widziałam po Bartku, że już nie mógł się doczekać, kiedy skończy się całą otoczka, związana z awansem na IO w Londynie, i będzie mógł wreszcie do mnie dołączyć. Podeszłyśmy pogratulować wszystkim chłopakom, a potem ja dołączyłam do Bartka, a Magda do Zibiego.
- Cześć skarbie, gratulacje. - cmoknęłam go w policzek i przytuliłam się.
- Cześć kochanie. Dziękuję, ależ się stęskniłem. - zamknął mnie szczelnie w swoim uścisku i pocałował w głowę.  Uwolniłam się z jego objęć i trzymając się za ręce ruszyliśmy w stronę auta przy którym czekali już nasi towarzysze drogi. Zapakowaliśmy się do pojazdu i obraliśmy drogę Bełchatów.


- Bartek, puść mnie. Jest już 8. Trzeba jechać po zakupy i wszystko przygotować, bo jutro mają przyjechać wszyscy. - od dwudziestu minut próbuję się uwolnić z jego objęć albo gilgotek.
- Okropnie się za Tobą stęskniłem. - zawisł nade mną i zaczął całować mnie po szyi.
- Wiem, że się stęskniłeś. Słyszałam to z tysiąc razy. - pogłaskałam go po policzku. - Będę miała dla Ciebie niespodziankę jutro. Więc jak wstaniesz to szybciej Ci czas zleci.
- O! Niespodzianka? A jaka?
- Jutro się wszystkiego dowiesz. A teraz wstajemy.
- O nieee. Teraz to ja mam zamiar wycałować i pokochać się z najpiękniejszą kobietą na świecie.- zamknął mi usta swoimi i nie potrafiłam mu odmówić niczego.



Kolejny rozdział.
Miał być wcześniej, ale były dwie jego wersje. 
A raczej najpierw była wersja, która miała się pojawić w piątek. Przeczytałam kilka razy i czułam, że to nie jest to, a bardzo nie chciałabym publikować czegoś co nie jest dobre. Usunęłam całość i napisałam nowy. Czuję, że jest taki jak powinien być.
Miłej lektury. :)
Wasza K.